Wunderlist not so wunder?

I’ve heard so much about how amazing wunderlist is, that I had to try it myself.

And I’m disappointed.

How it’s possible that in such wonderful (should I write “wunderbar” ? ;) ) tool wouldn’t let me change my password? I know that if I’m using “Login with facebook” password couldn’t be fetched from my FB account, but there should be form to change password anyway. Situation when user is forced to use “Forgot password” to be able to login in desktop or mobile app is unimaginable for me. And there it is.
I know that it is relatively young site comparing to for eg. Ta-Da List but seriously? Such way of getting my own password? I wish I have possibility to set my own password or be able to login with facebook in Android app.

Even because of that I think that 6wunderkinder is great company, one of that in which  I would like work  ;)

 

EDIT:  I’ve been talking with some guys from 6wunderkinder at Railsberry Conference yesterday and I should mention that some of my previous opinions should be fixed. At least because of the fact that Wunderlist have been written in PHP, so it has to be pain in the ass for ruby guys ;) They’re doing really amazing stuff right now with Wunderkit and I really appreciate that!

Citrix XenServer 5.6.1 & CentOS 5.5

Od ostatniego wpisu minęło już trochę czasu, znalazłem pracę i jak nietrudno się domyślić nie mam na nic czasu. Postanowiłem jednak nie porzucać całkiem bloga, więc powstaje ta oto notka. Podany sposób uratował mi dupę podczas wirtualizacji środowiska w pracy.

Jako serwer dla wirtualek – Citrix XenServer 5.6.1 (przy okazji, gdyby ktoś szukał linuksowego zamiennika dla Citrix XenCenter – http://www.openxenmanager.com ), jako guest CentOS 5.5 x86_64. I pojawia się problem. Najnowsza wersja XenServera nie obsługuje systemu, który chcemy sobie zwirtualizować, trzeba więc przygotować odpowiedni template (oparty na template CentOS’a 5.4), do czego posłuży nam skrypt make_centos.sh – niestety mamy do dyspozycji tylko opcję netinstall.

Po odpaleniu skryptu w liście wyboru template’ów dla guest hosta powinny pojawić się CentOS 5.5 32 i 64 bit, dalej instalujemy jak każdą inną wersję, pamiętając, że musimy użyć netinstall ;)

(lekko bazując na http://community.citrix.com/display/xs/Configuring+CentOS+5.5+Guests+on+XenServer+5.5+and+5.6

O szukaniu pracy słów kilka.

Jako, że od dłuższego już czasu szukam stałej pracy, przegrzebuję się przez dziesiątki ofert z branży, często publikowanych przez firmy profesjonalnie zajmujące się rekrutowaniem pracowników. W związku z czym przygotowałem sobie listę wad i absurdów związanych z poszukiwaniem pracodawców:

  • okazuje się, że Wrocław, Łódź czy Poznań to dla niektórych województwo mazowieckie
  • informacje o możliwych zarobkach podaje 1% pracodawców, u reszty znajdujemy “Atrakcyjne wynagrodzenie” bądź “Atrakcyjne warunki zatrudnienia”
  • wymaga się ludzi młodych, świeżo po studiach, z kilkuletnim doświadczeniem
  • na wysłane CV odpowiada 10% pracodawców (to akurat jestem w stanie zrozumieć – wstępna selekcja)
  • po rozmowie padają słowa “zadzwonimy”, zamiast szczerego “nie spełnia Pan naszych oczekiwań” (po co komu dawać złudną nadzieję?)
  • wciąż większe parcie na zatrudnianie ludzi z papierkiem, a nie wiedzą (chyba wszyscy mamy świadomość tego, że jedno z drugim niekoniecznie idzie w parze)

Wiem, że część ludzi stwierdzi “Nie możesz znaleźć pracy, to narzekasz na system” – gdy miałem pracę też na niego narzekałem ;) Nie rozumiem jedynie dlaczego np w UK jawnie i na porządku dziennym podaje się wysokość zarobków (zazwyczaj w skali roku), a w naszej Polsce jest to temat, który jest bardzo niechętnie poruszany.
Rzekłem. Z miłą chęcią poczytam o Waszych doświadczeniach podczas szukania pracy i rozmów z potencjalnymi pracodawcami.

Android – remote notifier

Od jakiegoś już czasu jestem posiadaczem smartfona Samsung Galaxy Spica (i5700).  Ma masę zalet i jeszcze więcej wad, ale jest wart swojej ceny (kupiłem go zanim był powszechnie reklamowany). Nie o tym jednak chcę napisać.

Otóż zdarzało mi się często nie zauważyć spadającego poziomu baterii czy informacji o nowym smsie (mam w nawyku wyciszanie telefonu i zapominanie o tym). Zastanawiałem się więc nad jakimiś powiadomieniami na ekranie komputera, gdyby wyskakiwał mi popup informujący o nowym evencie w telefonie, byłoby go o wiele trudniej przegapić. Aż dnia dzisiejszego ^lukaszkorecki podrzucił link do projektu na google code – w zestawie appka na Androida (można znaleźć w Markecie, zwie sie Remote Notifier) + klient dla komputera. Obsługuje zarówno Mac’a jak i Linuxa (i w zależności od systemu korzysta z Growla lub Gnome dbus).
Aplikacja może komunikować się z komputerem zarówno po Bluetoothie (dla linuksa wymagana biblioteka pybluez) jak i po wi-fi. Bluetootha nie posiadam w żadnej z maszyn, więc nie testowałem, opcje działania po wi-fi są jednak bardzo ciekawe:

  • mając kilka maszyn i równocześnie uruchomione na nich klienty Android Notifiera, możemy wysyłać informacje po broadcaście naszej sieci, otrzymamy wtedy powiadomienie na wszystkich maszynach (zdaję sobie sprawę z tego, że to niezbyt bezpieczne, ale w domowej sieci można przeboleć, jest też opcja ustalenia konkretnego IP do którego mają trafiać powiadomienia)
  • akcje – możemy wybrać o jakich akcjach chcemy być informowani, oraz co, w przypadku jej wystąpienia ma się stać. Tak też gdy telefon zaczyna dzwonić, komputera automatycznie może nam wyciszyć muzykę, gdy dostaniemy smsa, może być automatycznie kopiowany do schowka (przydałaby się możliwośc ustalania numerów dla których ta opcja działa)
  • jeżeli w jednej sieci będziemy mieli kilka telefonów korzystających z tego rozwiązania, możemy wybrać, z którego konkretnie chcemy je otrzymywać (w przypadku, gdyby ktoś pomylił IP w punkcie pierwszym, lub informował na broadcaście)

Podsumowując – cieszy mnie bardzo fakt, że ktoś stworzył takie narzędzie – ja z niego będę korzystał na pewno, a myślę, że niejednemu użytkownikowi Androida może się czasem przydać.
P.S. Testowane na Androidzie 2.1, nie wiem czy działa na 1.x lub 2.2

UPDATE: Działa również na Windowsie, jeżeli jest zainstalowany Growl for Windows (via ^lukaszkorecki)

Ewolucja telefonów.

Rok 2003, dostaję swoją pierwszą komórkę – Nokia 3510i. Kolorowy wyświetlacz, polifoniczne dzwonki, Java. Szał ciał ogólnie. Mogę dzwonić, wysyłać i odbierać smsy i mmsy, wrzucać masę gier, a bateria trzyma dobry tydzień.

Dwa lata później mój pierwszy Sony Ericsson (któremu zostałem wierny bardzo długo) T230 – niby gorszy od Nokii, bateria trzymała krócej, ale miał w sobie to coś, że chciałem go mieć.

Rok 2007 – Sony Ericsson K310i – miał aparat (VGA, szaleństwo), sensowniejszy wyświetlacz, pierwszy telefon na którym zacząłem korzystać z mobilnego internetu (głównie z m.blip.pl :-) ), doinstalowałem kilka javowych aplikacji i służył mi dopóki się nie zaczął rozlatywać, gubić zasięg i bateria przestała trzymać.

W 2009 roku kolejny produkt Sony Ericssona – W810i to był już duży skok technologiczny w porównaniu do poprzednich modeli jakie posiadałem: aparat 2MP, możliwość rozszerzenia dostępnej pamięci za pomocą kart Memory Stick, odtwarzacz MP3, miał już EDGE’a, więc przeglądanie mobilnego internetu było jeszcze szybsze, aczkolwiek to wciąż nie było to czego mi było potrzeba.

Nadszedł więc rok 2010 i postanowił wydać trochę więcej pieniędzy niż na poprzednie telefony, brakowało mi czegoś z dobrym dostępem do internetu, zwłaszcza za pomocą Wi-Fi, wygodniejszą klawiaturą niż standardowa w telefonach (praca na ssh w czasie awarii  serwerów nie była zbyt wygodna przy użyciu T9). Na iPhone’a nie było mnie stać, kusiła Motorola Milestone, ale jej cena wciąż była ciut za wysoka jak na moje progi. Dostępnych modeli o sensownych parametrach nie pozostało zbyt wiele. Ostatecznie wybór padł na Samsung GTi5700 znany również jako Galaxy Spica. Wi-Fi, GPS, dotykowy ekran, karty pamięci do 8GB, procesor 800MHz i czynnik najważniejszy: Android.

Jako fan linuksa i Google’a , ucieszyłem się niezmiernie, że nareszcie będę miał telefon na kernelu jaki znam, z userlandem od Google i co najważniejsze – z integracją z usługami Google’a.  Nie wiem jak gdzieś dojść w Warszawie: 3G, GPS, Google Maps. Potrzebuje z kimś pogadać na szybko – Google Talk, chcę sobie dodać do kalendarza jakieś wydarzenie – Google Calendar, a to wszystko z pełną sychronizacją z naszym kontem Google, z kontaktami włącznie. Można również dodać konto w Google Apps jeżeli mamy swoją domenę podpiętą pod usługi Google’a. Jedyne czego mi brakuje to integracji z Google Docs, ale tak na dobrą sprawę nie wyobrażam sobie edycji arkuszy kalkulacyjnych na ekranie telefonu. System ma jednak swoje wady, nie jest do końca tak stabilny jak można byłoby przypuszczać, z wydajnością również nie jest zbyt wesoło (tak, aktualizowałem do 2.1, czekam na 2.2, nie boję się eksperymentować)

Posiadając pierwszy telefon, nigdy nie wpadłbym na pomysł, że kiedyś będę oglądał filmy na YouTube na ekranie takiego formatu, korzystał z GPS gdy zgubię się w mieście (w Warszawie mieszkam od dwóch miesięcy, ale o tym jutro ), czy sprawdzał co nowego na facebooku/twitterze/blipie/mailu (o tym też  w najbliższym czasie).

Do czego cały wpis zmierzałem -  mam 20 lat, technologia mnie przeraża. Zwłaszcza postęp w jakim idzie do przodu. Niedługo nastanie czas, że będą nam wszczepiać chipy pod skórę i to wystarczy by pozbawić nas resztek prywatności. I zintegrować z Siecią.

miniCloud – nowa usługa ovh

W lutowym newsletterze od ovh pojawiła się propozycja testowania ich nowej usługi, nazwanej miniCloud. Jako, że lubię nowinki i jestem zadowolony z usług tej firmy, postanowiłem się zapisać do tychże testów.

Realizacja zamówienia trwała 2 dni, na testy mam kolejne 3. Co więc dostajemy w ramach miniCloud?
W moim przypadku jest to instancja z procesorem Intel Xeon o taktowaniu 2GHz, 2004MB pamięci operacyjnej (taką wartość wskazuje free -m ) oraz 5GB przestrzeni dyskowej (przy czym na ‘świeżej’ instalacji dostępne jest 4,2GB wolnego miejsca). Nie wiem, czy wartości te były dobierane losowo, czy jest to też jedna z opcji jakie będą dostępne (tylko w takim razie dlaczego tak mało przestrzeni?), w każdym razie informacji na ten temat, ani wyboru nie miałem. miniCloud działa pod kontrolą systemu linuks Debian w wersji 5.0.4 w podstawowej instalacji, z uruchomioną usługą sshd (dostajemy dostęp do roota).
Jeżeli chodzi o wydajność, jest przyzwoicie. Ping do serwerów sieci ovh poniżej jednej milisekudy, do Polski (onet) w granicach 35, więc normalne czasy jak na tego usługodawcę. Jeżeli chodzi o odczyt z dysku:
/dev/sda:
Timing cached reads: 8024 MB in 2.00 seconds = 4013.57 MB/sec
Timing buffered disk reads: 136 MB in 3.03 seconds = 44.92 MB/sec

Ciekaw jestem jak będzie z ceną za tą usługę, ale podejrzewam, że tanio nie będzie znając ceny usług OVH. Jeżeli będą naliczać opłaty za godziny działania (jak ma to miejsce w przypadku Amazon EC2) i będzie to w groszach, czy nawet złotówkach, może opłacać się przy potrzebie wykorzystania mocy obliczeniowej na krótką metę (aczkolwiek 2GHz to szczyt nie jest). Na chwilę obecną nie widzę kompletnie zastosowania dla tej usługi, mam jednak nadzieję, że ktoś wpadnie na pomysł jak rozsądnie to wykorzystać.
Na dzień dzisiejszy napisać więcej nie mogę, po dłuższym czasie napiszę wnioski ze stabilności usługi (należy pamiętać, że to wciąż beta) przy pracy z czymś obciążającym instancję.

Publiczne IP w sieci wewnętrznej.

Podczas mojej codziennej pracy wyniknął pewien problem – musiałem przydzielić publiczne IP dla maszyny za NAT’em. Problemem była kwestia JAK to zrobić. Początkowo miałem problem ze sformułowaniem odpowiedniego zapytania dla google, po chwili jednak wpadłem na pomysł, żeby zapytać o “NAT 1:1″. Podsuwam więc solucję dla takiego rozwiązania, gdyby ktoś miał w przyszłości podobny problem:

ifconfig $dev:2 $zewip broadcast $brd netmask $mask up
/usr/sbin/iptables -t nat -I PREROUTING -s 0/0 -d $zewip -j DNAT --to $wewip
/usr/sbin/iptables -t nat -I POSTROUTING -s $wewip -d 0/0 -j SNAT --to $zewip
/usr/sbin/iptables -I FORWARD -d $zewip -j ACCEPT
/usr/sbin/iptables -I FORWARD -s $wewip -j ACCEPT
/usr/sbin/iptables -I FORWARD -d $wewip -j ACCEPT
/usr/sbin/iptables -I INPUT -d $zewip -j ACCEPT

Gdzie $dev to interfejs zewnętrzny, reszta chyba nie wymaga komentarza. Mam nadzieję, że komuś tym pomogę.

O problemach komunikacyjnych w państwie Polskim.

Zachód a Polska.

Biorąc pod uwagę fakt, że Polska jest krajem postkomunistycznym (do czego wielokrotnie będę nawiązywał w dalszej części notki),  nie należy się zbytnio dziwić sytuacją jaka ma miejsce jeśli chodzi o stan komunikacji publicznej w porównaniu do państw Europy Zachodniej (Niemcy, Francja, czy UK).  W krajach wysoko rozwiniętych stawia się na komunikację publiczną głównie ze względu na ekologię, jak również zmniejszenia korków na drogach, czy po prostu wygody (more…)

Lokalny mirror gentoo portage.

Mając w swojej sieci LAN kilka maszyn działających pod kontrolą gentoo, dobrym rozwiązaniem jest stworzenie sobie lokalnej kopii lustrzanej drzewa portage (pozwala zaoszczędzić trochę transferu). Mając jednocześnie serwer/router oparty na gentoo sprawa mocno się upraszcza.
W /etc/rsyncd.conf wystarczy odkomentować linie począwszy od [gentoo-portage] i uruchomić serwer poleceniem /etc/init.d/rsyncd start, oraz dodać do domyślnego runlevela: rc-update add rsyncd default

Co jednak jeżeli mamy np debiana? Tu trzeba sobie trochę pomóc: doinstalowujemy demona rsyncd (w debianie: aptitude install rsync)  oraz dopisać do konfigu jak następuje (/etc/rsyncd.conf) :

[gentoo-portage]
#modern versions of portage use this entry
path = /home/rsync
comment = Gentoo Linux Portage tree mirror

gdzie path to ściezka do repozytorium, które synchronizujemy sobie następującym skryptem:


#!/bin/bash
RSYNC="/usr/bin/rsync"
OPTS="--quiet --recursive --links --perms --times -D --delete --timeout=300"
#Uncomment the following line only if you have been granted access to rsync1.us.gentoo.org
#SRC="rsync://rsync1.us.gentoo.org/gentoo-portage"
#If you are waiting for access to our master mirror, select one of our mirrors to mirror from:
SRC="rsync://rsync.de.gentoo.org/gentoo-portage"
DST="/home/rsync/"
echo "Started update at" `date` >> $0.log 2>&1
logger -t rsync "re-rsyncing the gentoo-portage tree"
${RSYNC} ${OPTS} ${SRC} ${DST} >> $0.log 2>&1
echo "End: "`date` >> $0.log 2>&1

Skrypcik wystarczy wrzucić do crona co powiedzmy 12h i maszyny w LANie pracujące pod gentoo mogą synchronizować się z nazzym własnym mirrorem. w make.conf  zmienna SYN powinna wyglądać podobnie:
SYNC="rsync://192.168.0.1/gentoo-portage"

feedback mile widziany.

Śledzik i mikroblogi.

Poruszę temat, który jest już mocno oklepany, ale wciąż wielu ludzi czuję się w nim zagubionymi.
Po burzliwym (na zachodzie, w bardziej cywilizowanym świecie)  sukcesie  twittera, trochę mniejszym w Polsce blipa – dwa najpopularniejsze obecnie serwisy mikroblogowe.
Mikroblogi…co to właściwie jest i z czym się to je? Generalna idea jest prosta: w 140, 150 czy trochę większej ilości znaków jak najwięcej treści. Dzięki temu można szybko wymieniać informacje, łatwo dotrzeć firmom do klienta (gdy już mikroblogi w Polsce wejdą do mainstreamu), można również poznać wielu znajomych.

Nasza-klasa również postanowiła wprowadzić u siebie coś na kształt mikroblogów, szumnie nazwane śledzikiem. Po raz kolejny nasuwa się skojarzenia naszego rodzimego serwisu z zachodnim kolosem – facebookiem. Ichniejszy dashboard pozwala na wstawianie filmów, zdjęć czy linków. Na co pozwala śledzik? Na 250 znakowe wpisy. I na tym się kończy. blip ze swoją już ponad 2 letnią historią, od początku ma wierne grono użytkowników i możliwość komunikacji za pomocą sms/mms/gg/jabber/www czy aplikacji dedykowanych  (poprzez API, którego nk również brak) Okrojone możliwości oraz narzucanie na siłę nowej “funkcjonalności” użytkownikom okazuje się niezbyt trafionym pomysłem. Lawina krytycznych komentarzy typu “co to jest?” “wtf?” etc. świadczy również o niskiej świadomości polskich internautów odnośnie aktualnych trendów w sieci. Niestety po raz kolejny okazuje się, że jesteśmy kilka lat do tyłu za resztą świata.

Wracając do śledzika: nasza-klasa powinna udostępnić FAQ jak z tego korzystać. Ludzie traktują to jak czat z opcją komentowania wypowiedzi, nie mając świadomości, że nie wszyscy widzą wpisy innych osób, których to niekoniecznie muszą mieć w znajomych. Brakuje również, i to bardzo, możliwości odniesienia się do konkretnej wypowiedzi poprzez jakiś link. Skoro już chcieli koniecznie wprowadzać taki ficzer, mogli bardziej postarać się o funkcjonalność. Kolejną porażką jest domyślne dodawanie wszystkich znajomych do osób “śledzonych”. Wydaje mi się, że o wiele wygodniej byłoby samemu dodawać interesujące nas osoby, niż je usuwać.
Podsumowując – nie dziwi mnie kompletnie reakcja polskich internautów po wypuszczeniu śledzika. Sam gdybym bez własnej woli i zgody dostał coś, z czego nie wiem jak korzystać i na jakich zasadach działa, nie byłbym zadowolony.

Mateusz Kozak – nałogowy blipowicz.