Android – remote notifier

Od jakiegoś już czasu jestem posiadaczem smartfona Samsung Galaxy Spica (i5700).  Ma masę zalet i jeszcze więcej wad, ale jest wart swojej ceny (kupiłem go zanim był powszechnie reklamowany). Nie o tym jednak chcę napisać.

Otóż zdarzało mi się często nie zauważyć spadającego poziomu baterii czy informacji o nowym smsie (mam w nawyku wyciszanie telefonu i zapominanie o tym). Zastanawiałem się więc nad jakimiś powiadomieniami na ekranie komputera, gdyby wyskakiwał mi popup informujący o nowym evencie w telefonie, byłoby go o wiele trudniej przegapić. Aż dnia dzisiejszego ^lukaszkorecki podrzucił link do projektu na google code – w zestawie appka na Androida (można znaleźć w Markecie, zwie sie Remote Notifier) + klient dla komputera. Obsługuje zarówno Mac’a jak i Linuxa (i w zależności od systemu korzysta z Growla lub Gnome dbus).
Aplikacja może komunikować się z komputerem zarówno po Bluetoothie (dla linuksa wymagana biblioteka pybluez) jak i po wi-fi. Bluetootha nie posiadam w żadnej z maszyn, więc nie testowałem, opcje działania po wi-fi są jednak bardzo ciekawe:

  • mając kilka maszyn i równocześnie uruchomione na nich klienty Android Notifiera, możemy wysyłać informacje po broadcaście naszej sieci, otrzymamy wtedy powiadomienie na wszystkich maszynach (zdaję sobie sprawę z tego, że to niezbyt bezpieczne, ale w domowej sieci można przeboleć, jest też opcja ustalenia konkretnego IP do którego mają trafiać powiadomienia)
  • akcje – możemy wybrać o jakich akcjach chcemy być informowani, oraz co, w przypadku jej wystąpienia ma się stać. Tak też gdy telefon zaczyna dzwonić, komputera automatycznie może nam wyciszyć muzykę, gdy dostaniemy smsa, może być automatycznie kopiowany do schowka (przydałaby się możliwośc ustalania numerów dla których ta opcja działa)
  • jeżeli w jednej sieci będziemy mieli kilka telefonów korzystających z tego rozwiązania, możemy wybrać, z którego konkretnie chcemy je otrzymywać (w przypadku, gdyby ktoś pomylił IP w punkcie pierwszym, lub informował na broadcaście)

Podsumowując – cieszy mnie bardzo fakt, że ktoś stworzył takie narzędzie – ja z niego będę korzystał na pewno, a myślę, że niejednemu użytkownikowi Androida może się czasem przydać.
P.S. Testowane na Androidzie 2.1, nie wiem czy działa na 1.x lub 2.2

UPDATE: Działa również na Windowsie, jeżeli jest zainstalowany Growl for Windows (via ^lukaszkorecki)

Ewolucja telefonów.

Rok 2003, dostaję swoją pierwszą komórkę – Nokia 3510i. Kolorowy wyświetlacz, polifoniczne dzwonki, Java. Szał ciał ogólnie. Mogę dzwonić, wysyłać i odbierać smsy i mmsy, wrzucać masę gier, a bateria trzyma dobry tydzień.

Dwa lata później mój pierwszy Sony Ericsson (któremu zostałem wierny bardzo długo) T230 – niby gorszy od Nokii, bateria trzymała krócej, ale miał w sobie to coś, że chciałem go mieć.

Rok 2007 – Sony Ericsson K310i – miał aparat (VGA, szaleństwo), sensowniejszy wyświetlacz, pierwszy telefon na którym zacząłem korzystać z mobilnego internetu (głównie z m.blip.pl :-) ), doinstalowałem kilka javowych aplikacji i służył mi dopóki się nie zaczął rozlatywać, gubić zasięg i bateria przestała trzymać.

W 2009 roku kolejny produkt Sony Ericssona – W810i to był już duży skok technologiczny w porównaniu do poprzednich modeli jakie posiadałem: aparat 2MP, możliwość rozszerzenia dostępnej pamięci za pomocą kart Memory Stick, odtwarzacz MP3, miał już EDGE’a, więc przeglądanie mobilnego internetu było jeszcze szybsze, aczkolwiek to wciąż nie było to czego mi było potrzeba.

Nadszedł więc rok 2010 i postanowił wydać trochę więcej pieniędzy niż na poprzednie telefony, brakowało mi czegoś z dobrym dostępem do internetu, zwłaszcza za pomocą Wi-Fi, wygodniejszą klawiaturą niż standardowa w telefonach (praca na ssh w czasie awarii  serwerów nie była zbyt wygodna przy użyciu T9). Na iPhone’a nie było mnie stać, kusiła Motorola Milestone, ale jej cena wciąż była ciut za wysoka jak na moje progi. Dostępnych modeli o sensownych parametrach nie pozostało zbyt wiele. Ostatecznie wybór padł na Samsung GTi5700 znany również jako Galaxy Spica. Wi-Fi, GPS, dotykowy ekran, karty pamięci do 8GB, procesor 800MHz i czynnik najważniejszy: Android.

Jako fan linuksa i Google’a , ucieszyłem się niezmiernie, że nareszcie będę miał telefon na kernelu jaki znam, z userlandem od Google i co najważniejsze – z integracją z usługami Google’a.  Nie wiem jak gdzieś dojść w Warszawie: 3G, GPS, Google Maps. Potrzebuje z kimś pogadać na szybko – Google Talk, chcę sobie dodać do kalendarza jakieś wydarzenie – Google Calendar, a to wszystko z pełną sychronizacją z naszym kontem Google, z kontaktami włącznie. Można również dodać konto w Google Apps jeżeli mamy swoją domenę podpiętą pod usługi Google’a. Jedyne czego mi brakuje to integracji z Google Docs, ale tak na dobrą sprawę nie wyobrażam sobie edycji arkuszy kalkulacyjnych na ekranie telefonu. System ma jednak swoje wady, nie jest do końca tak stabilny jak można byłoby przypuszczać, z wydajnością również nie jest zbyt wesoło (tak, aktualizowałem do 2.1, czekam na 2.2, nie boję się eksperymentować)

Posiadając pierwszy telefon, nigdy nie wpadłbym na pomysł, że kiedyś będę oglądał filmy na YouTube na ekranie takiego formatu, korzystał z GPS gdy zgubię się w mieście (w Warszawie mieszkam od dwóch miesięcy, ale o tym jutro ), czy sprawdzał co nowego na facebooku/twitterze/blipie/mailu (o tym też  w najbliższym czasie).

Do czego cały wpis zmierzałem -  mam 20 lat, technologia mnie przeraża. Zwłaszcza postęp w jakim idzie do przodu. Niedługo nastanie czas, że będą nam wszczepiać chipy pod skórę i to wystarczy by pozbawić nas resztek prywatności. I zintegrować z Siecią.